Parafia Trójcy Świętej w Koniecpolu

  Parafia Trójcy Świętej w Koniecpolu

  Parafia Trójcy Świętej w Koniecpolu

Rozważanie na Niedzielę: O cudzie nad Wisłą

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Armia Czerwona utworzona przez bolszewików w Rosji ruszyła na podbój Europy i świata już w 1918 roku. Po ponad półtora roku odnosząc po drodze prawie same zwycięstwa, potężna pięciokrotnie liczniejsza od polskiej ciągle formującej się armii, pewna zwycięstwa, znalazła się pod Warszawą.

Zdobycie stolicy Polski otwierało bolszewikom drogę do rozpropagowania komunizmu na resztę Europy i świata.

„Po trupie Polski wiedzie droga do ogólnego wszechświatowemu pożaru”  – tak mówił marszałek Tuchaczewski.

Rosjanie spodziewali się, że zadanie to jest łatwe, bo na zachodzie Europy na komunistów czekali ich  zwolennicy. Robotnicy w Niemczech, Francji, Anglii, Czechosłowacji, Belgii, Austrii strajkowali przeciwko bohatersko broniącej się Polsce. Na świecie spodziewano się bowiem, że w Rosji zrodziła się prawdziwa władza ludu i realizowane są tam idee sprawiedliwości społecznej. Dlatego strajkując blokowali dostawy broni i amunicji dla naszej na nowo powstającej  niepodległej Ojczyzny.

Polska została sama zdana na pastwę wrogów. Jedynie Węgrzy pospieszyli nam z pomocą. Komuniści byli tak pewni swego zwycięstwa, że pod koniec lipca 1920 roku tworząc Komitet Rewolucyjny Polski wydali odezwę o przejęciu władzy w Polsce. Na 15 sierpnia wyznaczyli sobie nawet termin wejścia do Warszawy, a dzień wcześniej w telegramach oznajmili to światu.

Z wyjątkiem nuncjusza apostolskiego Achillesa Ratti, późniejszego papieża Piusa XI, dyplomaci zagraniczni opuścili Warszawę. Episkopat Polski już w końcu lipca 1920 roku wystosował listy do Polaków i episkopatów innych krajów z prośbami o modlitwy w intencji uratowania naszej Ojczyzny. „… Pojawiają się mordy i rzezie, ślady jego (bolszewickiego żołnierza) znaczą palące się wsie, wioski i miasta, lecz nade wszystko ściga on w swej ślepej, zapamiętałej zawiści religię wszelką i Kościół…”. Biskupi wystosowali do Papieża prośbę o rychłą kanonizację bł. Andrzeja Boboli, mając nadzieję, że ten wyprosi u Pana Boga cud, a Jego opieka uchroni nasz kraj od zagłady”.

Od 6 do 15 sierpnia we wszystkich Świątyniach w Warszawie, a także w całej Polsce trwały nieustające modlitwy, często połączone z adoracją Najświętszego Sakramentu, 100 – tysięczna procesja z relikwiami bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa, a także z obrazem Matki Bożej Łaskawej. Na Jasnej Górze ponowiono akt oddania narodu pod opiekę Maryi Królowej.

I stał się cud po północy 15 sierpnia, ale o tym niech zaświadczą fragmenty niezwykłego zachowanego listu uczestnika tych wydarzeń Józka do swojej narzeczonej Stanisławy Jankowskiej, napisany w sierpniu 1920 roku.

„Kochana Stasieńko!

Tyle roboty z tymi bolszewikami mieliśmy. Pędziliśmy ich dzień i noc. Trochę poturbowany zostałem i dowódca rozkazał odwieźć mnie do szpitala, bo pod samą Warszawą jesteśmy. Napiszę Ci  o cudzie, który się tu zdarzył. We wszystkich gazetach piszą teraz, że bolszewicy Warszawy nie zdobyli, bo nasi generałowie tak sprawnie żołnierzami naszymi kierowali, że czerwoni przegrać musieli. A tymczasem ludzie gadają, że nad ranem 15 sierpnia Matka Boska ukazała się na niebie bolszewikom i ich na cztery wiatry przegnała!

W szpitalu w Warszawie, rozmawiałem z dwoma żołnierzami, co to pod samą Wólką Radzymińską walczyli, i oni powiedzieli mi, że to prawda była. Widzieli oni na własne oczy, jak bolszewicy z wybałuszonymi ze strachu oczami uciekali z pola bitwy, że mało nóg nie pogubili.

 A z pola bitwy tak sobie uciec nie można, bo jak kto ucieknie, to jak go potem znajdą, od razu przed sądem wojskowym staje i skazują takiego na rozstrzelanie. Wiedzieć też musisz, że u bolszewików te kary po stokroć gorsze są niż u nas, więc się moi towarzysze rozmów w szpitalu dziwili bardzo, że czerwoni w takim popłochu uciekali, jak ich dowódcy na to patrzeli.

Dopiero na drugi dzień po bitwie żołnierze ci dowiedzieli się, że bolszewicy uciekali, bo na niebie Matkę Bożą zobaczyli, która potężną armią niebiańskiego wojska dowodziła, i że armia ta gnała na nich jak z wysokiej góry. Polskie wojsko nie widziało tego . Polacy widzieli tylko niebo, takie jak to, które co dnia przed świtem widać.

Ci żołnierze spod Wólki mówili też że Ruscy do pobliskich wsi co tchu uciekali i nawet w psich budach się chowali ze strachu. Psy na nich szczekały, gryzły, a oni i tak z tych bud wyjść nie chcieli, a kiedy już wyszli, to na kolanach błagali gospodarzy, żeby ich ukryli.

Opowiadali, że Matjer Bożja (bo to po rusku tak mówią na Matkę Chrystusa) pokazała im się na niebie i że przecie walczyć z Nią nie mogli. Bolszewicy, którzy bezbożnikami są, przekonali się wtedy, że Bóg istnieć musi, skoro Matka Jego Syna walczy z nimi z nieba samego. Pojęli też, że z Bogiem walczyć się nie godzi, a i nawet jakby chcieli, to i tak wygrać nie zdołają.

Powiedziałem wtedy moim kompanom spod Wólki, że może teraz bolszewicy nawrócą się, i kiedy wrócą do domów, opowiedzą, że widzieli Matkę Jezusa na własne oczy i że nieprawdę głoszą władze bolszewickie, że Boga nie ma.  Przecie tyle bolszewików naraz kłamać nie może. Powiedziałem, że cud pod Wólką może i potrzebny był, żeby się Rosja bolszewicka opamiętała i nawróciła.  Moi kompani odpowiedzieli mi, że tak nie będzie, bo tych bolszewików od razu na rozstrzelanie skażą za ucieczkę z pola bitwy, a gdyby ich nawet nie skazali, to jak tylko który bolszewik opowie o objawieniu, to za to rozstrzelają go już na pewno, bo nie mogą pozwolić, żeby taka wieść po Rosji się rozniosła.

Kiedy doktór mnie zawezwał, zapytałem i jego, czy słyszał o cudzie. Powiedział, że słyszał i że w szpitalu mają jednego takiego bolszewika, co to przed znakiem na niebie uciekał i w czasie ucieczki, mur przeskakując, obie nogi połamał. Doktór powiedział, że tenże bolszewik do Rosji  nie wróci już, bo wracać nie ma po co. Po śmierć chyba. Nic nie rozumiem z tej bolszewickiej polityki. Jak to zabijać można za to, że człowiek prawdę mówi? Cud ten w odpust licheński się zdarzył!  Przed bitwą kościoły tu pełniutkie były ludzi. Całemi godzinami różańce mówili, Msze odprawiali. Przy kapliczkach zdrowaśki w kółko odmawiali. Po wsiach ludzie po chałupach przed obrazami Matki Boskiej Częstochowskiej klęczeli. Krzyżem leżeli. I gadają, że w całej Polsce tak było. I cud wyprosili.”

Czesław Robak

INFORMACJE
MSZE ŚWIĘTE
Niedziele i święta
8.00, 10.00, 12.00, 17.00
Dni powszednie
7.00, 18.00

(w okresie zimowym 17.00)


INNE NABOŻEŃSTWA
Przed Mszą św. wieczorną
środa – Nowenna do MB Nieustającej Pomocy
piątek – Koronka do Miłosierdzia Bożego

ODPUST PARAFIALNY
Uroczystość Najświętszej Trójcy pierwsza niedziela po Zielonych Świątkach

KANCELARIA PARAFIALNA
Środa, czwartek, piątek

po Mszy św. wieczornej

Licznik odwiedzin
122425
Visit Today : 61
Visit Yesterday : 285
This Month : 1301
This Year : 41116
Total Visit : 122425